Przyznaję, moje macierzyństwo zawsze było lekko przeintelektualizowane, a co gorsza jestem tego świadoma. Gorzej dla mnie, ale trochę lepiej dla moich synów, bo dzięki tej świadomości staram się, od czasu do czasu, oskubywać z czepiających się mnie jak rzepy wizji na to, jak powinno wyglądać odpowiedzialne rodzicielstwo. Nie chcę przez to powiedzieć, że eksperymentuję na własnych dzieciach. Boje o prymat jednej metody wychowawczej nad druga odbywały się zawsze raczej w mojej głowie, ale z pewnością dostawali rykoszetem.

Myślę, że nie jestem w tym osamotniona. Chcemy dla naszych dzieci jak najlepiej. Szukamy ustawicznie recept na to, co zrobić, by były kiedyś szczęśliwe. To nic odkrywczego. Nie oszukujmy się. Wszyscy rodzice tak mają. Skoro tak wiele da się przewidzieć, próbujemy przygotować ich na to, co nadejdzie, bo taka nasza rola. Wydaje nam się, że doświadczenie i wiek predysponują nas do decydowania o tym, co się opłaca, a co nie, w co powinno się zainwestować czas, a czemu dać spokój. Logiczne, prawda?

Proponuję mały eksperyment – niewielki skok w czasie. Przypomnijcie sobie rzeczywistość, w której dorastaliście i wasze/waszych rodziców kalkulacje, dotyczące tego, co się w życiu opłaca, a co nie. A teraz zestawcie to ze swoją obecną sytuacją.
Poza prawdami fundamentalnymi niemal wszystko wywróciło się do góry nogami? No, może prawie wszystko. Jak mawiał mój tata: „Zostań dentystką, ludziom zawsze będą się psuły zęby”.

Gdy startowaliśmy z naszym życiem zawodowym mieliśmy mniej więcej taki wybór, jak pokazuje lista po lewej. Tymczasem ludzie wchodzący dziś na rynek pracy widzą na portalach z ofertami również pozycje z listy po prawej, a nie zobaczą już na niej szewca, krawcowej czy serwisanta sprzętu VIDEO. Niektóre zawody znikają, inne ewoluują i wszędzie króluje specjalizacja.

• sprzedawca,

• psycholog

• krawcowa

• handlowiec,

• nauczyciel,

• lekarz,

• księgowa,

• bibliotekarka,

• tłumacz

• kierowca,

• serwisant sprzętu VIDEO,

• szewc

• fryzjer

• elektryk

• informatyk

• social media menedżer,

• specjalista ds. treści,

• specjalistą IT,

• programista,

• aI deweloper,

• ux designer

• analityk

• specjalista ds. projektowania innowacji

• cloud platform engineer

• specjalistads. Zarządzania łańcuchem dostaw

• technik elektroradiolog

• terapeuta uzależnień

• animator kultury

Jak nie nacisnę, dziecko zmarnuje sobie życie, jak docisnę za mocno – ja zmarnuję życie jemu.

 

W praktyce dylematy rodzica dorastających dzieci sprowadzają się bardzo często do odpowiedzi na pytanie – naciskać, czy nie naciskać? Wiecie, co mam na myśli?
Ten dylemat wrócił do mnie ze zdwojoną siłą wraz z pojawieniem się przymusowej edukacji zdalnej. Jeśli komuś wydaje się, że rodzicowi, który na co dzień zajmuje się technologiami związanymi z e-nauką jest w tym czasie łatwiej, grubo się myli i to z wielu powodów, ale nie o tym jest ten tekst.

Pytanie wróciło do mnie, gdy uzmysłowiłam sobie, jaki progres w nauce pewnych umiejętności, ta trudna dla wszystkich stron sytuacja może spowodować. Chodzi o umiejętności niezwykle ważne, z punktu widzenia futurologicznych wizji, dotyczących rynku pracy, na którym będą aktywne nasze dzieci.

To, co nam w obecnej sytuacji bardzo doskwiera, to niemożliwość przewidzenia czegokolwiek w najbliższej perspektywie. Dlaczego zatem wymądrzam się mówiąc o perspektywie kolejnych kilkunastu, kilkudziesięciu lat? Jak się okazuje, obecna sytuacja, wpisuje się w trendy dotyczące zmian społecznych i sytuacji na rynku pracy i może przyspieszyć drastycznie pewne procesy.

Odsyłam was do raportu infuture.institutePracownik przyszłości”, w którym znalazłam wiele zaskakujących, miejscami krzepiących, a miejscami przerażających informacji i scenariusze tego, w jakim kierunku możemy podążać. W sytuacji związanej z epidemią, tym bardziej dają do myślenia. Raport powstał w 2019 roku, zanim jeszcze rozpoczęło się szaleństwo związane z pojawieniem się koronawirusa. Czwarta rewolucja przemysłowa, której jesteśmy świadkami, spowoduje w najbliższych latach szereg zmian. Tak wyglądają dane przytaczane przez autorów raportu:

 

• Istnieje 50% szans, iż sztuczna inteligencja przewyższy ludzi we wszystkich zadaniach już za mniej niż 50 lat.
• Automatyzacja zaś wszystkich ludzkich stanowisk nastąpić może w ciągu 120 lat.
• Do 2030r. liczba godzin poświęcanych na prace fizyczne i manualne spadnie o 14%.
• Liczba godzin prac wykorzystujących umiejętności związane z technologiami wzrośnie o 55% w stosunku do 2016 roku.

I najważniejsze:

Wedle szacunków 65% dzieci urodzonych po 2007 r. będzie pracowało w zawodach, które jeszcze nie istnieją.

 

Czego się uczyć, by przygotować się na przyszłość? Mówi się dziś o dwóch kierunkach. Pierwszy to tzw. umiejętności STEM, skrót od science, technology, engineering, math. Przewidywano, że w 2020 r. na całym świecie będzie brakowało ok. miliona osób z wykształceniem z tego obszaru. Nauka, technologia, inżynieria, matematyka? To nic zaskakującego w świetle prognoz dotyczących robotyki i automatyzacji pracy. To, co powinno wzbudzić nasze zainteresowanie, to drugi kierunek, czyli nauka kompetencji miękkich:

 

• zdolność aktywnego uczenia się i dzielenia wiedzą z innymi
• kreatywność,
• umiejętność współpracy z innymi,
• umiejętność rozwiązywania problemów,
• krytyczne myślenie
• przedsiębiorczość,
• design thinking–myślenie projektowe.

 

Tempo innowacji zwiększa się, a obecna sytuacja może je jeszcze bardziej podkręcić. Musimy trzymać się tego, co jest w nas wyjątkowe, czego robot nie potrafi.

Z czego wynika zapotrzebowanie na umiejętności miękkie? Są to kompetencje, odróżniające nas od maszyn i sztucznej inteligencji i to one paradoksalnie pomogą również maszynom zrozumieć nas.

Kompetencje miękkie to umiejętności, z którymi automatyzacja nie będzie w stanie walczyć (a na pewno nie nastąpi to szybko), będą miały kluczowe znaczenie dla utrzymywania się przez pracowników na rynku pracy w przyszłości.

Co to ma wspólnego z sytuacją w nauczaniu w dobie epidemii?
Przeczytajcie jeszcze raz powyższą listę umiejętności przyszłości. Odpowiedz nasuwa się sama.
Nie wiemy jak dokładnie będzie wyglądał świat za 30 lat. Nie wiemy, czy bardziej będzie się opłacała nauka języków, czy matematyki, czy będzie miało znaczenie, jak dziecko poradzi sobie w przyszłości z odróżnieniem zdań podrzędnie od nadrzędnie złożonych, procesów syntezy od analizy, Mickiewicza od Sienkiewicza. Z całą pewnością wiemy jednak, że powinny się uczyć współpracować, krytycznie myśleć i samodzielnie rozwiązywać problemy.

Może zatem trzeba odpuścić, pozwolić im w tym czasie szukać na własną rękę i pogodzić się z faktem, że nudzenie się z lat 90-tych nie ma nic wspólnego z nudzeniem się w czasach naszych dzieci?
Ja spróbuję, choć wiem, że nie będzie mi łatwo.

Pozwólmy im odnaleźć siebie, własne recepty na nowe sytuacje. Nie forsujmy naszych. Nauczmy ich otwartości na drugiego człowieka i empatii. Pokażmy sytuacje, w których powinni samodzielnie i krytycznie myśleć, analizować fakty, dodajmy wiary w siebie, pokażmy, że czasem wystarczy po prostu dłużej szukać rozwiązania lub myśleć nieszablonowo. Jest ku temu świetna okazja.
 
• Rytuał wieczornego telefonu do dziadków.
• Rozmowa o tym, że nauczyciel też jest w nowej sytuacji, czasem trudniejszej niż jego uczniowie.
• Dyskusja o odpowiedzialności za innych podczas kwarantanny i o tym, co jest najważniejsze gdy tak niewiele da się przewidzieć.
• Wskazówki dotyczące tego jak reagować i odczytywać wiadomości, by nie wpaść w pułapkę facke newsów.
• Kreatywne wykorzystanie tego co mamy pod ręką do stworzenia nowej zabawy, brakującego sprzętu, prezentu, który ukradkiem podrzucicie pod dom dziadków lub przyjaciół 🙂
 
Zanim nasze dzieci odpowiedzą sobie i światu na pytanie kim będą, niech dowiedzą się najpierw kim są a potem….

Przyszłość pokaże.

Powodzenia.